Można ręcznie zniszczyć kwiaty na jednym drzewie czy też na połowie drzewa w ogródku przydomowym, chociaż to czynność pracochłonna. Opłaci się jednak, bo raz zrobiona rozwiązuje problem przynajmniej na kilka lat. Gorzej jest z ręcznym przerzedzaniem kwiatów na całym drzewie, na wszystkich konarach, gdyż trzeba to robić co roku, a entuzjazm rodziny do takiej akcji może nie trwać dłużej niż rok. Natomiast jest rzeczą zupełnie niepraktyczną stosować przerywanie kwiatów w sadach handlowych, bo trzeba byłoby chyba sprowadzać po to całe bataliony wojska.
Pamiętamy przykład operacji na Sycylii. Wieśniacy tamtejsi, uzbrojeni w kije, strącają kwiaty. Tak samo robili lat temu 20-30 właściciele sadów brzoskwiniowych w USA w stanie Georgia. Murzyni uzbrojeni w pręty wierzbowe przychodzili do sadów i chłostali drzewa, niszcząc w ten sposób większość kwiatów.
Z biegiem czasu okazało się jednak, że znacznie lepsze wyniki daje chemiczne niszczenie kwiatów czy też chemiczne przerzedzanie zawiązków. Pierwszy na ten pomysł wpadł radziecki sadownik nazwiskiem Polaków w latach tuż przed ostatnią wojną. Zauważył on, że w niektórych sadach, gdzie niedbale przyrządzano ciecz grzybobójczą do opryskiwania drzew, poparzono liście, a nawet poparzono i zniszczono kwiaty, jeśli zastosowano opryskiwanie w czasie kwitnienia. | |
|